środa, 8 lutego, 2023

Karpiowy minimalizm

Dawno temu, kiedy już mocno siedziałem w karpiowej robocie, pakując się na weekendowy wypad naszła mnie refleksja. Refleksja i jednocześnie pytanie które od czasu do czasu do mnie wraca jak bumerang. Po co mi tyle tego wszystkiego? Jak znam życie wielu z was zadawało sobie to samo pytanie. Stojąc przed otwartym bagażnikiem tuż przed wyjazdem i patrząc na kilogramy sprzętu załadowanego po dach zastanawiałem się jak to się stało że wędkowanie doprowadziło mnie do momentu w którym szykowanie się na wyjazd nie jest już taką przyjemnością jak kiedyś. W zasadzie czasami to nawet jest problem, no bo jak to wszystko zmieścić. No ale jak można sobie wyobrażać wyjazd na ryby bez chociażby rodpoda czy wielkiego karpiowego namiotu, karpiowego łóżka, karpiowego fotela itd.? Przecież to musi być. Bo to takie „karpiowe”, bo to jest wygodne, bo bez tego nikt z daleka nie będzie widział że my to my, czyli karpiarze. Czy serio to wszystko jest nam potrzebne i czy tak naprawdę wszytko co „karpiowe” określa to jakiego typu wędkarzami jesteśmy? Czy wszystko to co „karpiowe” to jest to bez czego nie da się uprawiać tego pięknego hobby?

   Celowo podkreślam te słowo. No bo tak naprawdę czy namiot z tesco za 100 zł którego kiedyś używałem, na początku mojej drogi, powodował że nie miałem prawa nazywać się karpiarzem? Czy w ogóle to jakiego sprzętu i jakiej firmy używamy określa nas? Ja uważam że karpiarzami jesteśmy tylko i wyłącznie przez to jak łowimy i jak traktujemy ryby oraz środowisko. Sprzęt jest tylko dobrze i chwytliwie przez firmy nam podsuwany aby napędzać jak należy tę gałąź gospodarki. No ale do rzeczy bo jak zwykle zaczynam odbiegać od tematu.

    Te wszystkie pytania spowodowały że zatrzymałem się w tym pędzie kupowania „karpiowego” towaru. Zacząłem szukać odpowiedzi jak zmniejszyć gabarytowo i ilościowo sprzęt aby móc w miarę komfortowo łowić. I czy na pewno wszystko co mi potrzebne musi być „karpiowego” sortu. Odpowiedź mogła być tylko jedna: minimalizm sprzętowy.

   Słowo klucz dzięki któremu udało mi się w wielu aspektach mojego hobby zmniejszyć ilość i wielkość sprzętu zabieranego nad wodę. I niekoniecznie wszystko co mam nosi przedrostek „karpiowe”. Oczywiście znajdą się karpiarze którzy nie wyobrażają sobie zasiadki bez wielu gadżetów. No bo dla przykładu czy stojak do ważenia karpia to nie gadżet? Czy nie da się zważyć ryby jak kiedyś, trzymając wagę w dłoniach? No niech każdy z was się zastanowi, czy tak naprawdę pewne rzeczy faktycznie są nam potrzebne. I czy mniej na pewno znaczy gorzej.

   To ile sprzętu mamy ze sobą i jakiego w większości definiują nasze potrzeby a także warunki nad wodą. U mnie wygląda to bardzo prosto. Zamieniłem sprzęt, który dało się zamienić oczywiście, na bardziej kompaktowy. W większości łowię z wywózki więc nie miałem potrzeby kupowania kijów do rzutu, długich i mocnych. Wędki które używam są kompaktowych rozmiarów po złożeniu (108 cm) i świetnie się spisują. Każdy kto je widzi jest w szoku że pełnowartościowa wędka karpiowa może być tak krótka po złożeniu. Ktoś powie: ale to nie to samo co dwu skład. To już tak nie pracuje. I być może to będzie racja, choć na pracę swoich wędek nie narzekam. Ale jak wyżej pisałem, wszystko zależy od naszych potrzeb. Jeśli nie będzie dany wędkarz czuł potrzeby zmniejszenia gabarytowo swoich patyków to nikt go nie zmusi. Ja tego potrzebowałem. Długo szukałem i znalazłem wszystko co mi potrzebne.

   Identycznie sprawa miała się z namiotem. Z racji tego że jeździłem sam nad wodę i tylko na krótkie wypady, nie potrzebny mi był duży namiot. Schronienie typu pop up w zupełności mi starczało. Wiadomo że to już nie ta wygoda, mało miejsca, ale coś za coś. Idąc w minimalizm trzeba się z tym liczyć że nie zawsze będzie wygodnie. Jednak plusów jest więcej niż minusów. Namiot który używam jest absolutnie bez markowy, jeśli to odpowiednie słowo, ale największą jego zaletą jest to że po złożeniu najzwyczajniej w świecie wsuwam go w złożone łóżko. Zajmuje na stanowisku bardzo mało miejsca i jest ekstremalnie szybki w rozkładaniu i składaniu. Minus: na dłuższe zasiadki niestety się nie będzie nadawał. Tak jak wcześniej pisałem, coś za coś. Idealny na krótkie wypady w dobrą pogodę, niestety na długie zasiadki trzeba mieć coś solidnego aby komfortowo nawet w ulewy bytować nad wodą. Jednak dla osób które mają mało czasu na wędkowanie pozycja obowiązkowa.

   Przykładów zamian sprzętu można mnożyć. Trzeba tylko się dobrze zastanowić. Ja zrezygnowałem już dawno z używania np. rodpoda. Nie łowię na betonowych brzegach, więc jasne dla mnie było że dwie podpórki i buzzbary są dla mnie wystarczające. Zajmują mniej miejsca spakowane a także mniej miejsca na stanowisku. O wadze i cenie nie wspomnę. Trochę inna przygoda była z pontonem. Szukanie lekkiego i małego w transporcie pontonu nie było łatwym zadaniem. Czasem myślałem że wręcz nie będzie to możliwe. Myliłem się jednak i trafiłem na firmę która takowe produkuje. Nie napiszę ile waży ponton który używam, bo zwyczajnie nie pamiętam, ale uwierzcie mi, niosę go w dwóch palcach. Jest mega lekki i kompaktowy po złożeniu a także mały gabarytowo po rozłożeniu. Dla mnie wystarczający na wody na których wywożę, ale jestem niemal pewny że na rybniku nie zdał by egzaminu. Jest zbyt mały i lekki żeby się nadawał na długie wywózki przy silnym wietrze. Wszystko zależy znów od potrzeb.

   Następny temat to łóżko, mam typowo karpiowe, ale udało mi się kiedyś okazyjnie kupić łóżka wojskowe. Przetestowałem je i przestałem zabierać karpiowe w większości wypadków. Komfort mniejszy ale waga i gabaryty w transporcie to istne piękno. Cena: śmieszna, niecałe 160 zł za nowe. Trzy takie łóżka zajmują mniej miejsca jak jedno karpiowe. W tym aspekcie też się da jak widać. A jak już jestem przy łóżku to sprawa śpiwora była identyczna. Tym razem uderzyłem w tematy bushcraftu. Nikt tak nie potrafi minimalizować sprzętu jak ludzie którzy uprawiają bushcraft. Kupiłem śpiwór który mieści się w dłoni, waży duże nic, i spokojnie w wiosnę, lato i wczesną jesień wystarcza. Sami zobaczcie jak na zdjęciu wygląda śpiwór typowo karpiowy i ten drugi. Różnica w gabarytach jest ogromna. Oczywiście na zimę się nie nadaje. Ale akurat ja zimą nie łowię. Sondowanie dna od kiedy pojawił się deeper sprowadza się do małego pakunku i telefonu. A pamiętać jak było przed tą rewolucją? Echosonda, akumulator. Gabarytowo większe i bez pontonu oczywiście bezużyteczne. Deeper robi robotę i bez pontonu. Najlepszy chyba przykład jak można zminimalizować sprzęt.

   Tych kilka przykładów pokazuje że można i da się zmniejszyć gabaryty i ilość sprzętu. Tak szczerze to mógł bym wymieniać tych przykładów jeszcze dużo. A uważam że i tak chyba za ostro się rozpisałem. Temat minimalizowania sprzętu w wędkarstwie karpiowym jest jak rzeka. Można na ten temat rozmawiać godzinami, można się spierać czy warto czy nie, wytykać można wady, opisywać zalety.  I jak sami widzicie nie trzeba się zawsze trzymać sztywno „karpiowego” stylu, są firmy całkowicie nie związane z wędkarstwem, a wiele rzeczy mają świetnie nadających się dla nas karpiarzy. Najważniejszą sprawą jest po prostu zdanie sobie sprawy z jednej najważniejszej rzeczy. Nie potrzeba nam tak naprawdę dużo sprzętu aby móc wędkować skutecznie i w miarę wygodnie. Wiele ze sprzętu można zamienić, dużo w ogóle odrzucić. Potrzeba. To jest słowo które definiuje wszystko to co jest nam niezbędne. Będą wędkarze którzy pójdą w tym kierunku a będą i tacy którzy tego całego minimalizmu nie potrzebują lub po prostu nie chcą. Są jednak momenty w mojej wędkarskiej przygodzie że i ja porzucam minimalizm. Kiedy jedziemy z żoną i córką nad wodą pewnych rzeczy się nie da zminimalizować.

Wojciech Jagiełło.

Powiązane artykuły

Ostatnie artykuły