„Mniej znaczy więcej”

Patrząc na aurę jaka mnie otacza w czasie gdy piszę te słowa to szczerze… nie mogę się doczekać ocieplenia klimatu o którym się tak trąbi wszem i wobec. Zima w tym roku niechlujnie przyszła i nie chce odpuścić. Z jednej strony super, trochę wymrozi naszych bzykających kolegów i stany wód się poprawią, a z drugiej strony… chciało by się już wiosny. Oczywiście pewnie wielu takich jak ja czeka. Są też tacy którzy nie próżnują i łowią dalej w zimie i to skutecznie. Niestety ja się do takowych nie zaliczam, uważam osobiście że zima powinna być czasem odpoczynku dla ryb, i ładowania baterii dla nas karpiarzy. Wszak lepiej smakuje wiosna po kilku miesiącach poszczenia i oglądania tylko w sieci filmów, sprzętu i standardowo… grzebaniu na aukcjach. Któż tego nie zna, chyba każdy z nas.

Oczywiście każdy ten czas spędza inaczej (prócz twardzieli którzy atakują wody), jedni na uzupełnianiu sprzętu a inni na kulaniu kulek, jeszcze inni na zakuwaniu nowych technik i strategii. Sami wiecie że w obecnych czasach wielu znanych i szanowanych karpiarzy lubi się dzielić wiedzą. Nie tylko oni zresztą, znam wielu „zwykłych” wędkarzy którzy potrafią podsunąć świetne pomysły. Ja na obecną chwilę wracam do zeszłego sezonu aby przeanalizować moje łowienie wiosną. Sprawdzam co i jak zrobiłem, gdzie były sukcesy a gdzie porażki oraz co najważniejsze, wyciągnąć wnioski i zastosować je w nadchodzącym sezonie. A zeszłej wiosny działo się u mnie dość dużo z czym właśnie do was przychodzę.

Na starcie sezonu 2023 miałem jedno główne założenie, skupić się na jednej wodzie i spróbować ją rozgryźć. Niewielka sześciohektarowa woda o wydłużonym kształcie z dwiema skrajnymi zatokami porośniętymi grążelami. To był mój cel. To co najbardziej mnie nurtowało to jak zacząć? I gdzie zacząć? O ile gdzie było dosyć łatwą sprawą, jedna z zatoczek płytka i osłonięta od wiatru, o tyle jak stało się zagwozdką. Mogłem to zrobić standardowo, złotą przynętą jaką jest kukurydza, znana rybom i używana przez innych wędkarzy. Jest to kiler który sprawdza się zawsze i wszędzie lub prawie zawsze i prawie wszędzie. Mnie zamarzyło się coś całkiem innego. I to nie z racji braku towaru czy innych przyczyn. Chciałem zakombinować inaczej niż zawsze… co dało mi piękny start sezonu.

Zaczynając sezon miałem już doświadczenie z kulkami marki +20 które dały mi w 2022 ciekawe brania i fajne ryby na komercjach. I o ile nie napiszę dokładnie jakie to były smaki kulek, to mogę napisać jedno, zmieniły one całkowicie moje podejście do wabienia i nęcenia karpii. Po niecałych dwóch latach testowania tych kulek stwierdzam jedno, jakość kulki ma znaczenie. I to niesamowicie wielkie. Muszę tu oczywiście zrobić wielki ukłon do tych, którzy od zawsze mi mówili… chłopaku nie kupuj byle gówna bo byle gówno z tego będzie, a ja jak to ja… wiedziałem lepiej i szedłem na ilość i na cenę. Z jednej strony bo byłem trochę zarozumiały i chciałem po swojemu, a z drugiej strony przez względy finansowe. Moje myślenie niestety było błędne. Tak bardzo błędne że kukurydza w zeszłym roku stanowiła raptem niewielki procent tego co wrzucałem do wody. Powiem jeszcze lepiej, ilość towaru jak wrzucałem do wody była po prostu śmieszna.

Taktyka którą zastosowałem wyglądała w ten sposób: przynęta zbalansowana pływakiem, mała kiełbaska PVA i kilka kulek (5-6) nad zestaw… Tak wystartowałem na jednym zestawie. Na drugim paletka kukurydzy z pokruszonymi kulkami (też kilka sztuk). I najważniejsze.. znalazłem miejsca na dnie niewielkich rozmiarów gdzie dno nie było pokryte ani starymi liśćmi ani zieleniną. Zajęło mi to dużo czasu ale opłaciło się. Naprawdę te place były mega małe a dodam że dno w tej zatoce wyglądało jednakowo, lekki namułek i pozostałości roślinności oraz liści. Po tej całej robocie pierwsza ryba zameldowała się po kilku godzinach na zestawie gdzie leżało tylko kilka kulek. Pomyślałem że super jak na początek sezonu i zaryzykowałem (bez brania na drugim zestawie) na ujednolicenie tego sposobu nęcenia. Na następnej zasiadce, dosłownie trzy dni później zrobiłem to samo. Jakież moje zdziwienie było gdy wyjąłem tego samego karpia w ten sam sposób, a na drugim zestawie następnego 30 minut później. Dwie piękne ryby na towar który zmieścił się w kieszeni.

To jest przykład tylko z jednego tygodnia gdzie wędkowałem krótko, do 12 godzin max, siadałem po południu i rano do domu. Tak chciałem właśnie wędkować bo taki był plan. W następnym tygodniu kolejna kilkunastogodzinna wyprawa i kolejny strzał. Kolejny karp na macie, kolejny sukces nęcenia garstką kulek. W następnym tygodniu wypad z żoną w inną część jeziora i strzał u niej, karp powyżej 15 kg. I wszystko tylko i wyłącznie w ten sam sposób. Następnej nocy strzał u mnie i rybka 11+. Te same kule ta sama taktyka sypania, bardzo punktowo. Wszystkie inne kije na których próbowaliśmy łowić innymi kulami, kukurydzą czy pelletem i karmić inaczej nie dawały w ogóle nam ryb. Ja byłem zszokowany że taka mała ilość bardzo dobrych jakościowo kulek da mi tak start sezonu. I to już nie chodzi o reklamę, reklama sama się robi przez efekty znad wody. Ale o to co powiedział mi jeden  z twórców tego towaru: „Wojtek to naprawdę jest towar robiony z najlepszy komponentów i aromatów, będziesz zadowolony zobaczysz..” I byłem na tyle że w zasadzie do końca sezonu prawie nie używałem już innych kulek.

Cały sezon w zasadzie oparłem na tej technice i powiem wam teraz co najbardziej mnie rozbiło. Mianowicie lato, które było naprawdę faje pogodowo i wędkarsko dla mnie i mojej małżonki. Wiosna wiosną ale gdy woda się już porządnie nagrzeje i grubasy ruszają na żer to latem… trzeba im dać jeść i to dużo. Taka jest karpiowa optyka od zawsze. Jak wszyscy tak i my, kilka kilo kuku, pellet, kule i dawaj sypiemy. W końcu lato jest, widać że ryby żerują bo aż się gotuje… I przysłowiowy ch… polityk 🙂 z tego wszystkiego. Siedzieliśmy na pięknym Dobinie i tylko jedna ryba przez kilka dni.. I to na koniec po zmianie taktyki na wiosenną. Jak my byliśmy wk.. zniesmaczeni to wy nie macie pojęcia. Mało tego pojechaliśmy na inną wodę i to samo. Sypanie dawało nam tylko jedno.. brak brań i zanik aktywności ryb.

Więc przestawiliśmy się pod koniec lata całkowicie na punktowe nęcenie. I choć na większych wodach trwało to dłużej to jednak efekt był zawsze. Nie wiem czy to ten rok był taki. Czy wody na których łowiliśmy były przekarmione. Czy tory były złe. Wiemy jednak jedno że wiosenna taktyka dawała ryby cały sezon. I być może akurat miałem szczęście. Być może trafiłem z zapachem. I z miejscówkami. Ale meldunki znad wody od kumpli potwierdziły jedno, karpie pokochały indiańskie klimaty nie tylko u mnie. A zwieńczeniem tego było zakończenie sezonu na Borowym Stawie, gdzie trafiliśmy na mega trudny okres tuż po zawodach, a i tak koledzy na te kule wyrwali tej wodzie dwa piękne karpie.

A jakie wnioski żeby ten artykuł nie stał się esejem niczym Iliada Homera? Szukajcie towaru który jest zrobiony z najwyższej jakości komponentów i użyjcie wszelkiej swojej wiedzy aby namierzyć stołówki. Gwarantuję wam że nie zbankrutujecie na tym bo ilość jaką będzie musieli użyć będzie tak „śmieszna” że aż szokująca, a efekty będą na pewno dające satysfakcję. To jak z nami w tych czasach, gdzie w natłoku szajsu w sklepach zaczynamy szukać czegoś wyjątkowego i smakowitego. A jak wiecie dobrze i zdrowo zawsze znaczy drożej. Ale efekt końcowy jest nie do opisania.

Wojciech Jagiełło

Powiązane artykuły

Ostatnie artykuły

[lsp_slider slider=first_slider]