PZW Kontra Komercja

Na przedwiośniu każdy z nas zaczyna snuć plany na sezon i każdy z nas stoi przed dylematem gdzie rozpocząć swoją wędrówkę za karpiami. Jest mnóstwo wędkarzy którzy nie wyobrażają sobie pogoni z grubasami bez dzikich wód czyli tzw. PZW, ale jest też cała rzesza karpiarzy którzy większość swojego sezonu opierają na wodach specjalnych czy tam komercyjnych jak kto woli. A są i tacy którzy stoją na rozstaju obu tych dróg.

Tak jest i ze mną w tym roku i było tak w tamtym. Na szczęście o ile w zeszłym sezonie wróciłem nad „dzikie wody” i to mi się opłaciło, o tyle czy zacząć od komercji w tym sezonie stało się dla mnie jasne na samym początku roku. Ponieważ z podjęciem decyzji przyszli sami właściciele wód i ich podwyżki cen. I w zasadzie mógłbym w tym miejscu skończyć swój krótki esej bo każdy kto jest w temacie wie co się dzieje na polskiej scenie łowisk. Ale dziś będzie o konkretach, trochę krótko, ale zwięźle.

Tego co się dzieje szkoda nie skomentować wszak i nie wbić kilku szpilek z tej czy tamtej strony. No cóż zapinamy pasy i startujemy bo jest o czym pogadać. A zacznijmy od najgłośniejszego tematu a w zasadzie łowiska, chyba najbardziej znanego w kraju, które oprócz odstraszania cenami potrafiła też skutecznie odstraszyć nowymi warunkami wędkowania. Nie będę oczywiście rozkminiał wszystkich szczegółów ponieważ każdy wędkarz powinien patrzeć na warunki wody które jemu odpowiadają, a skupię się jedynie na dwóch aspektach które mnie że tak powiem urzekły. Minimalny czas wędkowania 7 dni i minimalna ilość wędek to 4 za cenę 80 zł! Tak dokładnie 80 zł za kij. Czyli minimalnie 2.240 zł żeby powędkować. I nie ważne młody karpiarzu że masz tylko dwa zestawy bo wiadomo jak to jest. Albo że masz weekend wolny od pracy lub 4 dni wolnego w majówkę. Nie dla ciebie luksusowe łowisko najwidoczniej. No nie wiem jak wy ale.. albo ja czegoś tutaj nie rozumiem albo kogoś poniosła ułańska fantazja. Szczególnie że tych „kwiatków” jest tam dużo więcej. I można by ten temat ciągnąć i wytykać ale ktoś może powiedzieć.. jak ci nie pasuje i nie stać cię to odpuść sobie temat. Kwestia jest jednak taka według mojej opinii że łowisko to chyba powinno być dla wędkarza a tutaj chyba wędkarz dla łowiska. No bo jak można zrozumieć nakaz wędkowania co najmniej 7 dni i do tego nakaz obowiązkowego płacenia za drewniany domek tylko dla tego że stoi na stanowisku akurat które chcemy? No cóż sprawa jest prosta – kasa. Ja tutaj nie widzę innej opcji. A oprócz kasy to chyba piękny strzał w kolano właścicieli, bo gro osób nie będzie stać po prostu na takie warunki a inni nie mają tyle czasu, jeszcze inni jak ja sobie to po prostu odpuszczą. A konkurencja zaciera ręce i … podnosi ceny. Czyli spirala karpiowej inflacji nakręca się sama przez się. Oczywiście jak to w życiu nie wszędzie tak jest ale. No właśnie zawsze jest jakieś ale.

Ale co z rybami na tych komercjach. Czy jadąc tam i płacąc tyle siana plus oczywiście coraz więcej obowiązków czy obostrzeń mamy szansę spotkać się z rybą życia czy chociaż po prostu zwyczajnie połowić. No bo przecież po to są komercje. Ciekawych odsyłam do „magii łowisk” bo szkoda powielać temat. Ale jak ktoś uważa że no wiesz, nawet na komercjach się wraca o kiju to szczerze i bez pierniczenia … po co nam takie komercje? Wykosztujesz się jak za dobry weekend nad morzem z tą różnicą że bez atrakcji. Więc jak to będzie skoro PZW też nas wali co rok podwyżkami?

No to druga strona medalu nam się kłania trochę z innej perspektywy. Wszak składka na cały rok średnio wynosi 400 zł. Też są ograniczenia bo jak sami wiecie możecie łowić tylko w swoim okręgu co jest mało genialnym założeniem z perspektywy wędkarza. A tłumaczenie się władz okręgów że, cyt. „Zaleją nas tabuny wędkarzy którzy nie mają u siebie rybnych wód i wszystko nam wyłowią….” Serio? Taka jest optyka którą słyszałem nie raz. Ale jest tanio patrząc na komercje jakie by one nie były i plus jest jeden mega wielki.. łowisz kiedy chcesz a ogranicza cię tylko czas kiedy musisz kupić nowe zezwolenie czyli nowy rok. Jeden zero na rzecz PZW? No raczej tak. Tylko widzicie ja piszę to ze swojej perspektywy ponieważ w moim okręgu wód jest mnogo i karpii w nich pływających także. Mam więc w czym wybierać i gdzie się ustawić. W innych częściach kraju jest gorzej więc pierwsza opcja czasami jest jedyną. I co ci „biedni” karpiarze mają zrobić teraz? Nie mam pojęcia. No ale co dalej z tym PZW w których kłusownictwo dalej jest powszechne, zarybień jak na lekarstwo i czasami walka o kawałek wody z innymi? No cóż na komercjach też tak bywa ale nie jest to tak powszechne jak na rodzimach nam wodach pizidablju.

Nie da się tego tematu ogarnąć pod kątem warunków, cen i jakości opisać w krótkim artykule. Jest to bardzo złożony temat. Więc wracając do początku… gdzie zacząć i co wybrać? Czy wrócić do korzeni wędkarstwa i zapolować na wodach PZW, mimo rozgoryczenia stanem wód i ilością ryb… z nadzieją na branie. Czy jechać na komercję, wywalić średnią krajową na pięknej wodzie z zadbanymi stanowiskami itd. itd… z nadzieją na branie. Co jest lepsze? PZW czy Komercja? Ja wybieram drogę po środku… ustawiam się na kilka wód PZW z kilkoma tylko wypadami w tym roku na komercje, ale komercje które jeszcze są w miarę przyjazne dla wędkarza. I nie, nie chodzi o to że nie mam kasy łowić na komercjach… tylko szczerze „skoro nie widać różnicy to po co przepłacać”… Wszak karpie biorą wszędzie tak samo. Z tym tematem was zostawiam i zapraszam do dyskusji. Tak na zakończenie tylko w formie umilenia tematu napiszę coś co przeczytałem na FB. Pewni wędkarze nie mają problemu co wybrać i co jest dla nich lepsze bo jak mówią właściciele łowisk podjęli decyzję za nich. Wybrali więc mniejsze zło.

Wojciech Jagiełło.

Powiązane artykuły

Ostatnie artykuły

[lsp_slider slider=first_slider]