„Wbrew sobie”

Minęła kolejna doba dwutygodniowej zasiadki na łowisku Stojkowo.

Wraz z chłopakami z Niemiec Stefanem i Uwe postawiliśmy sześć markerów na wodzie. Naszą taktyką było utworzenie wielkiego karmika między dwoma rowami pełnymi mułu.

Lipcowe dni na łowisku położonym zaledwie 10 km od Bałtyku ugościły nas chłodnym powietrzem i w większości deszczowymi dniami.

W ciągu pierwszego tygodnia zasiadki w kołyskach gościliśmy kilkadziesiąt miśków. Każdy dzień wyglądał jak „dzień świstaka”… wywózka…1 kg stick mixu pod zestaw 1 kg rozproszone pod markerem i tak co 12 godzin…

W połowie zasiadki nadszedł dzień, który zapoczątkował czarny scenariusz. Brania ustały. Pomimo dziewięciu zestawów w wodzie w ciągu doby na macie meldowały się dwie, trzy ryby należące do karpiowej młodzieży.

Zapewne pomyślicie, że wpływ na to miała niekorzystna pogoda. Też tak myśleliśmy aż do momentu, w którym karpiarze z zachodniej części zbiornika holowali karpia za karpiem.

Wciąż tkwiliśmy w bezlitosnej ciszy.  Jak to możliwe, że sprawdzona strategia, która przyniosła nam tak dobre wyniki, nagle zmieniła się w niezrozumiałą dla nas sytuację?

Kulki i zestawy które, doskonale się sprawdzały, straciły swoją moc!

Zaczęło się kombinowanie …

Na pierwszy ogień poszły inne smaki kulek. Po kilkunastu godzinach już wiedzieliśmy, że to nie kulki są przyczyną spadku ilości brań.

Zmiana przyponów też nie pomogła. Dalej nie mogliśmy zrozumieć jak to możliwe. Przecież siedzimy od wielu dni na nawietrznej dobrze natlenionej części zbiornika.

Wtedy postanowiłem zrobić coś wbrew sobie. Wykonać ruch, który nie pasował do żadnych schematów mojego karpiowania.

Postanowiłem na trzech zestawach zawiesić jedną kulkę „zwierzęcą” 20 mm a ciężarek zamoczyć w dipie.

Zestawy postawiłem kilkanaście metrów od wielkiego karmika, jaki stworzyliśmy w ciągu siedmiu dni. Po zachodzie słońca usłyszałem rozkoszny dźwięk sygnalizatora.

Po chwili w kołysce gościłem pięknego dwucyfrowego mieszkańca łowiska Stojkowo. Chwila refleksji, przypadek pomyślałem. Kilka godzin później witałem się z kolejnymi rybami.

Udało się znaleźć klucz do zagadki, która stanęła przed nami.

Uświadomiłem sobie, że z czasem karpie zaczęły spostrzegać masę towaru na dnie jako zagrożenie. Wniosek ten zmienił tamtego lata mój pogląd na karpiarstwo.

Zdałem sobie sprawę, że na każdego karpiarza przyjdzie czas, kiedy będzie musiał coś zmienić w swojej taktyce. Często wbrew sobie.

Połamania!

Konrad Tasiński – karpiarze.pl

The following two tabs change content below.

Komentarze

komentarzy

Zobacz również

Leave a Comment